poniedziałek, 15 lutego 2010

Gunwale fitting

Fitting & fastening gunwale and outwale was much more laborious then I thought.
It eventually broke my back, so I lost one whole day. Still we have some progres:)))

Here you have all tools I used for the job: two drills (one for a pilot hole, and one for counterbore), combination pliers (I lost my end cutting nippers somewhere), two hammers and two special tools of my invention:)


This time I had to use wire copper nails. ClassicMarine had some problems with supplier of copper fastenings and didn't complete my order. This Polish wire nails are made from very tough copper, which makes them easy to drive, but hard to rivet. I didn't like the stuff, but had no other choice.


Fastening in counterbored holes is difficult for one person. I had to make a "third hand" of steel wire. It holds a 1/4' bolt which allows me to drive the nail into the counter-bored hole. A shorter screw I used to hold the nail head while riveting. This system was quite efficient but much slower then riveting without counter-bore.


I still have to plane the wales flush with the sheerstrake, but it's getting more and more "boaty" with every workday:D



I hope the winter is over. Then I'm going to visit her every week.

niedziela, 31 stycznia 2010

Does it look like a boat?

As most of my readers are Anglo-Americans and friends from Poland doesn't understand technical terms in Polish i will write my blog in English, from now on.

This winter we have harsh weather. Although -27C temperatures are gone, this week I have to dig a tunel to my boatyard:)


On Thursday I started fitting steam-bent thwart knees. Fitting the bevels is easy, but time consuming. Especially that I check them at the boat and cut them in the basement.


Fitted they rest a while, to release last bits of bending tension. Then they are finished round and smooth.



Then fastened to thwarts. Looking at this photo, I realised that the sheer isn't perfect from inside. But maybe it's only a camera's perspective.


From the outside, with the sunlight coming through crevices in the wall it's much better.


and here last picture with the list of almost all things to turn this hull to the boat:




- fitting and fastening of gunwale and outwale
- fitting of two floors (2nd and 12th station)
- making of a mast step and cutting a hole for a mast in the fore thwart.
- making rudder and tiller
- finishing cut-water
- making floorboards
It looks like 2-3 week job, but probably will turn out to be 6+...

piątek, 25 grudnia 2009

Stan na grudzień

W listopadzie miałem przyjemność odwiedzić największe chyba muzeum morskie na świecie (Mystic Seaport). Jeśli kiedyś, dziwnym przypadkiem znajdziecie się w Nowej Anglii i będziecie mieć trochę czasu odwiedźcie je. Nawet jeśli nie interesujecie się klasycznym szkutnictwem prawdopodobnie się wam spodoba. Podobało się nie tylko mi, ale i żonie, teściowi i teściowej. A to już coś chyba znaczy:)
Podczas ostatnich kilku dwóch miesięcy zrobiłem ponadto:
listwę utrzymującą ławki i szablony ławek:


skleiłem i wygiąłem gunwale i outwale, czyli chyba wzdłużniki pokładnikowe i odbojnice:


Po kilku podejściach wygiąłem też twart knees węzłówki ławek vel kolanka.
Ich przygotowanie wiązało się chyba z największą ilością planowania i namysłu od czasu rozpoczęcia budowy. Dlaczego? Może tego nie widać, ale kolanka mają w przekroju 30mm, długości 55cm. Spróbujcie wygiąć coś takiego choćby o milimetr:D. Po gięciu wrąg wiedziałem że to możliwe, niemniej miałem tez respekt, bo przecież wręgi pękały nagminnie. Przeczytałem kilka razy wszystkie teksty na temat gięcia na parze i skonstruowałem formy do gięcia kompresyjnego:

Idea jest prosta - drewno pęka przy gięciu ponieważ włókna się rozciągają, jeśli włożyć je w strukturę o sztywnej długości i łatwym do zmiany kształcie drewno nie powinno pęknąć. Tak miało być w teorii i tak stało się w praktyce. Nie zmarnowałem ani kawałka, niemniej po pierwszej przymiarce zauważyłem, ze to nie jest wcale takie proste. Kompresja włókien wymaga bardzo dużej siły, przyłożonej na zbyt długo bym miał cień szansy wykonać to sam. Jedno kolanko zgiąłem ręcznie z pomocą ścisku, reszty nawet się nie podjąłem. Musiały minąć dwa tygodnie, zamówiłem dwa bloki i zrobiłem małą talie. Obciążyłem też mój "stolik" i przywiązałem go do szkieletu szopy.


Teoretycznie układ bloków jaki zastosowałem daje przełożenie 4:1, biorąc pod uwagę 10 % straty na tarcie i zupełnie subiektywną ocenę wysiłku jaki wkładałem w gięcie, to w początkowej fazie wymagało ono przyłożenia jakiegoś 1000N. W ostatniej ze względu na niekorzystny kierunek działania przyłożonej siły coś koło 2000-2500N. Ostatnie 5cm giąłem sciskiem ledwie dokręcając - szacunkowo 5000N. No, nie ma się co chwalić, bo to nie ja tylko moje narzędzia, narzędzia których nawet nie wymyśliłem, bo zrobił to ktoś kilka tysięcy lat temu. W każdym bądź razie udało się. Kolanka schną

Tuż przed świętami przygotowałem jeszcze 3 z czterech ławek ale im już zdjęć nie zrobiłem. Zmiany w wyglądzie łodzi są teraz w zasadzie niewidoczne, bo do czasu przygotowania wszystkich wewnętrznych elementów nic nie mogę na stałe zamocować.

wtorek, 13 października 2009

Sąsiedzi (Neighbors)

Po szeregu perypetii miałem nadzieję, że w ten weekend uda mi sie wstawić ostatnie wregi. Wszystko na to wskazywało, bo zostało ich raptem 6 (połówek). I co z tego? Pomimo rosnącego doświadczenia wykazaliśmy się żenującą skutecznością łamiąc 5 i wstawiając 5 wrąg. Ostatnia, pomimo że prawie już ugotowana nie trafiła na miejsce, sąsiad przyszedł i powiedział, że 2230 to już dość późna godzina na walenie młotkiem. Miał racje:(

Na słabiutkim zdjęciu zrobionym następnego dnia widać to jedno puste miejsce bardziej niż cokolwiek innego. Jeśli się przyjrzycie uważnie zauważycie tzw. breasthooks - kluczowe wzmocnienia na dziobie i rufie. Dziobowy na miejscu, rufowy w mojej ręce.


I co jeszcze? Mieszcze się w środku...

środa, 9 września 2009

zebra

Wiec z tymi wręgami nie jest tak łatwo jak miało być. A to się łamią, a to nie dają skręcić w odpowiednim miejscu (skręcanie jest trudniejsze niż gięcie). Ostatecznie przyjąłem metodę z szablonami. Zrobienie każdej wręgi poprzedzone jest przygotowaniem szablonu- czasochłonne to strasznie ale przynajmniej jakoś idzie do przodu. Na początku weekendu miałem zrobione 12 i pół sztuki:

Zdjąłem większość szablonów które nadawały kształt łodzi. Sporo to zmieniło w tym jak się statek prezentuje.

Oczywiście i ostatniej sesji gięcia zrobiliśmy mniej niż zakładałem. Tym razem nie udało się nic na szablonach (jedyna próba skończyła się pękniętym kawałkiem dębiny), udało się zato kładzenie wrąg bezpośrednio w łodzi. Widać nabraliśmy już wystarczająco wprawy jako zespół szkutników:D. Teraz łódź wygląda w środku tak:





Żona pomocnica była zafascynowana sterczącymi gwoździmi, zrobiła im masę zdjęć:


Nitowaniem zajęliśmy się dnia następnego, bo gięcie zakończyło się w okolicach 21 i żal mi było sąsiadów. 3 i pół wręgi które zrobiliśmy to 63 nity do zamocowania.



A tu wszystkie prawie, poza wiertarką i średnim młotkiem, narzędzia wykorzystywane przy nitowaniu i gięciu wewnątrz.



Licze że jeszcze dwa tygodnie i będzie po wszystkim, choć przyznam, że jeszcze nigdy podczas budowy nie udało mi się dotrzymać terminu...

piątek, 24 lipca 2009

Ostatnia planka cz2

Minął nieco leniwy miesiąc od ostatniego publikowanego materiału. I prawdę mówiąc choć wiele pracowałem to niewiele się zmieniło. A po kolei:
Etap kładzenia planek został definitywnie zakończony (odpukać). Czym dłużej się patrzy na układ klepek, tym więcej widać niedoskonałości w jego rozplanowaniu, choć myślę, że jakiś tam powód do dumy mam.


Od środka pełno jest brudu i pyłu, a widok psują trochę szablony. Zabawne doznanie miałem kiedy pierwszy raz wszedłem do środka. Z zewnątrz, w zastawionym warsztacie, łódka wygląda na sporą, od środka perspektywa się zmienia i wrażenie zastępuje bardziej adekwatne doznanie rozmiaru mojego statku. Oh, jest na pewno pojemniejszy i przestronniejszy niż omega, ale też ewidentnie krótszy.



Po etapie planek następuje naturalnie etap gięcia wrąg. Oto moje ustroje zrobione z beczki po piwie 6 desek, metra węża gumowego i dwóch złączy mosiężnych za pomocą którego będę gotował wręgi na parze.

Zainstalowało się ładnie, choć "koza" jest marnym źródłem energii do gotowania i trzeba rozpalić spory ogień żeby coś się działo. No w każdym razie, para leci, wręgi grzeje, a one rzeczywiście (wcześniej nie do końca wierzyłem) się gną!


Nooo, dobrze. nie jest tak całkiem różowo, w sumie jest kiepsko, bo z różnych powodów nie udaje mi się ich wygiąć dokładnie do krzywizny kadłuba. Wręgi dość natrętnie odstają na dole przy kilsonie i w okolicy obła. Nie do końca umiem sobie z tym poradzić. Mój pomocnik w postaci żony pomagał jak mógł, ale niewiele wskóraliśmy. Na razie przerwa (dlatego pisze a nie wbijam gwoździe) za tydzień ciąg dalszy.

poniedziałek, 29 czerwca 2009

Ostatnia planka cz1

Możecie zobaczyć, że ostatnia planka również nie dokonała rewolucji, choć czuje pewną satysfakcję z zamknięcia (opitego szklanka kompotu z mrożonych wiśni) etapu "poszywanie". Z rozmachem zabrałem się za przygotowanie do gięcia wrąg - steam box prawie gotowy, kocioł wypróbowany. Nastepnym razem, bo teraz przerwa na rodzinną uroczystość, będzie trochę więcej zdjęć.



Warsztat jest mały i trudno o jakieś wyszukane ujęcia...



Mamy więc nieśmiertelne zdjęcie en face...



i łysinę szkutnika podczas obrabiania sztuki na lewą burtę:D