poniedziałek, 29 czerwca 2009

Ostatnia planka cz1

Możecie zobaczyć, że ostatnia planka również nie dokonała rewolucji, choć czuje pewną satysfakcję z zamknięcia (opitego szklanka kompotu z mrożonych wiśni) etapu "poszywanie". Z rozmachem zabrałem się za przygotowanie do gięcia wrąg - steam box prawie gotowy, kocioł wypróbowany. Nastepnym razem, bo teraz przerwa na rodzinną uroczystość, będzie trochę więcej zdjęć.



Warsztat jest mały i trudno o jakieś wyszukane ujęcia...



Mamy więc nieśmiertelne zdjęcie en face...



i łysinę szkutnika podczas obrabiania sztuki na lewą burtę:D

poniedziałek, 25 maja 2009

No wiec nowa seria. Powstrzymywałem się dłuższy czas zęby może było coś więcej na zdjęciach widać przełomowego. Chyba nie widać, ale obiecałem paru osobom wiec:
1.


na drabinie mój jeszcze niegotowy "steam box", czeka na zakończenie kładzenia planek. W Portugalii widziałem cudowne palniki do butli - wielkie i solidne. W Polsce jeszcze nie szukałem...

2.






Kilka ujęć. Ciężko złapać, łódkę w całej krasie, bo po prostu brakuje miejsca, a detale nie oddają tego już dość wyraźnego kształtu.

3.



Jakieś 3 miesiące temu kopiłem 4 pięciometrowe baliki modrzewiowe. Tak coś kolo 45 mm grubości, czyli w zasadzie deska nie balik. Wyglądały pięknie równe słoje niewiele sęków, no i przede wszystkim słój promieniowy. No może tylko żywicy za dużo było... Deski przeschły zaczem je obrabiać. Ze względu na grubość postanowiłem przeżynać je na grubość. Robota straszna, bo z 20-sto paro cm deski tylko 13 daje się przeciąć piłą tarczową; resztę trzeba kończyć ręcznie... Dość na tym, ze materiał wyglądał wspaniale, ale po przygotowaniu okazał się być kompletnie do niczego. z 4 balików udała mi się wyciąć raptem dwie pełnowymiarowe deski. Reszta, co widać na składanym zdjęciu, zaskakiwała ukrytymi sękami, kieszeniami żywicznymi, pęknięciami. Nędza. Ostatecznie wróciłem do "starej wiary", kilku odłożonych desek, którymi mam nadzieje dokończyć burty.

4.


a tu lekka linią ołówka widać całkiem sporą krzywiznę numeru 9.

5.





Na koniec kolejny dramat. Ni stąd ni z zowąd na deskach numer 2 i 3 po lewej burcie pojawiły się pęknięcia od śrub (wraz ze schnięciem planek w wiosennym cieple). Jedno z nich to nawet wiem dlaczego. Drugie trochę zaskoczyło. Kiepskie jest to, że nie dość, że nie mam materiału na te dwie deski, to jeszcze są ona bardzo nisko pod resztą poszycia, a przy konstrukcji na zakładkę nie da się ich wymienić bez zdejmowania wszystkiego od góry. Mam pewien pomysł, jak uratować sytuację, ale może się skończyć najgorszym. Tymczasem zapastuję jeszcze forum amerykańskich szkutników, może oni tez coś poradzą. Trzymajcie kciuki...

sobota, 28 lutego 2009

Koniec lutego, a zima wciaz

Nie bede meczyl kolejnymi zdjeciami podobnych do siebie planek, na razie brak spektakularnych wydarzen. Klepka czwarta oblozona po obu stronach, piata wycieta i mam nadzieje ze w ten weekend uda mi sie ja zamocowac. Co ciekawe mialem z nia te same problemy co z nr dwa - wyraznie za duzo krzywizny po "zdjeciu ksztaltu". W sumie raczej nieciekawe, bo mialem nadzieje ze to juz sie nie bedzie zdarzac.

Ps, czyli cz. 2.
No dobra:


Jak widzicie na tym marnym zdjeciu, postęp jest, choć nie zatrważający. ciekawe, że wcale nie widać, że to półmetek...

PS2 czyli cz3, czyli nie moge przestac meczyc...

Pomimo, ze jakosciowej zmiany wciaz nie widac. Dwa zdjecia z ostatniego etapu. To byla ostatnia wizyta w marcu. Planke 6 udalo sie zrobic "na okolo".


wtorek, 3 lutego 2009

W teorii i praktyce

2009 będzie rokiem w którym zwoduję łódź. Obiecuję! Przyszła zima, więc prace spowolniły niemożebnie. Jeżdże do Gdańska rzaziej, pracuje niemrawo, w braku dobrego dziennego światła, niemniej powoli coś sie rusza.


Okazało się, że pomimo oczywistych niewygód da sie budować na mrozie (wikingowie jakoś sobie radzili). Planki wcale nie pękają, ale fakt, klejenie, gięcie na gorąco jest kłopotliwe. Tu dwa zdjęcia z nitowania, które jak na razie jest moją ulubioną zabawą (i wolę tego zrobić jak najwięcej zimą zanim sąsiedzi zaczną spędzac czas na ogródku).



W pewien sposób łódź cały czas wygląda tak samo, myślę że dopiero przejście obła (przegięcia w przekroju poprzecznym kadłuba), kiedy poszycie zacznie piąć się do góry a nie tylko rozrastać na boki, będzie jakąś nową jakością. Na razie musicie się zadowolić zdjęciem z czwartej klepki na sterburcie. Jak się dobrze przyjrzeć i policzyć widać, że obło osiągnę gdzieś przy plance 6tej, co mam nadzieję nastąpi na początku marca. Tymczasem trzymajcie kciuki za moje zdrowie i módlcie sie o słoneczną i ciepła pogodę.

sobota, 20 grudnia 2008

upadki i wzloty

Ciężko mi idzie to kładzenie kolejnych planek. Jak pisałem wcześniej pierwszą po "garboards" 4 razy trasowałem, ostatecznie musiałem uciec się do do łączenia na długość bo materiał mi się skończył. Może i lepiej. Wycięcie 2nd broads było znacznie łatwiejsze niż pierwszych. Wiedziałem już, że moje mizerne umiejętności wymagaja wsparcia w postaci szablonów. "Pierwszy numer trzy" pasował całkiem nieźle. Ugotowany zawisł i się doginał. Zabrałem się za drugi. Oto on

Pasował doskonale, i miał trafić tu:



Niestety w radości jakoś niedopilnowałem ścisku z tyłu, który wyskakując jak z procy wyrwał plankę niżej:



Bez specjalnej poezji powiem, że byłem mocno rozgoryczony i przybity. bo to juz piaty raz kiedy coś się dzieje z tą planką. jak pech to pech. No w każdym razie, odłożyłem mażenie, że uda mi się tego weekendu zanitować dwa numery trzy, czy nawet jakikolwiek numer trzy. Niemniej prędko wziąłem się za robienie nowej planki.

Najpierw powoli ospale po szynach...:)


Jak żółw ociężale... Doświadczenie z 1st broads zniechęciło mnie do łączenia na gwoździe z pastą ołowiową jako szczeliwem (minia klei się do wszystkiego i w efekcie wszystko jest w niej upaprane) przeszedłem na klejenie. Jako że właśnie przyszła z Niemiec żywica rezorcynolowa (resorcinol resin) postanowiłem poeksperymentować. Linia klejenia jest ładniutko brązowo-czerwona, a spoina pachnie melaminą i czymś z dzieciństwa. Wygląda dość mocno, a próbka na resztkach modrzewia wypadłą pomyślnie. Niestety w takim układzie można trasować wybrać materiał, kleić, a potem niestety zostawia się to na kilka dni pod kloszem z żarówkami. Tak więc zrobienie planki rozkłada się na dwa weekendy:(


Ostatecznie voila. Po raz drugi najbardziej pechowa planka siedzi na swoim miejscu:

Widzicie sęk tuż przy końcu? będzie go trzeba wydrylować później. Tymczasem jestem zafascynowany nitowaniem. Robie to juz dość sprawnie - jedna planka ok. 2 godzin:

Nitowanie jest fascynujące, chyba dlatego, że po kilku dniach roboty która nie przynosi nic nowego, nagle można spojrzeć na kadłub z kolejną planką. Nie wiem czy robię to dobrze, nity wyglądają porządnie, choć przepis z Planking & Fastening które przeczytałem ostatio daje nieco inne rezultaty. Mniejsza. Nitowanie jest też diabelnie hałaśliwe i mam nadzieje, że sąsiedzi na mnie nie doniosą...
W każdym razie zaraz po zreperowaniu tego co zepsułem, zabrałem się za dopasowanie i zakładanie numerów 3.:


Na zdjęciu nie ma nitów, choć w rzeczywistości już są. Druga strona wygieta na gorąco, czeka na poświąteczny weekend. Mam tylko nadzieje że nie przyjdą mrozy i tą ostatnią przed zimą plankę jeszcze założę bez problemów. Trzymajcie kciuki za pluchę;)...

sobota, 22 listopada 2008

"First broad"

Listopad prawie minal. Powiem tak, nie spodziewalem sie ze kladzenie planek bedzie tak trudne. No w kazdym razie ta nastepna po garboard byla makabryczna. Dwie planki powyzej garboard nazywaja sie broads. Skonczylo sie na tym, ze nie bylo juz z czego zrobic ich w pelnej dlugosci, no i wszystko w gore bede laczyl. Zostalo jeszcze 2x8 planek i tylko mam nadzieje ze przed mrozami zrobie jeszcze jedna "all around". No dobra, zdjecia - tym razem czarno biale (kolory wyszly tragiczne po zmroku)






Laczenie planek jest nawet zabawne, choc mysle ze nastepne bede juz kleil a nie laczyl metodami tradycyjnymi. Co prawda przy temperaturach jakie panuja w piwnicy bedzie trzeba czekac z tydzien na utwardzenie kleju, ale sadze ze bedzie mocniej. W zlaczu ktore tu widac jest jeden blad. Nie zcisnalem go wystarczajaco mocno i nie wycisnalem kitu, mam nadzieje ze do nastepnego tygodnia sie jeszcze nie zestali i bedzie mozna poprawic.

Acha nitowanie to frajda, dosc glosna :D!
Nastepnym razem postaram sie zrobic zdjecia w dzien!

czwartek, 6 listopada 2008

Kolejne wpadki

Czesc
Dzis napisze wiecej bo jestem przygnebiony. Nie pierwszy juz raz podczas tej budowy... Jak mozna sie zorientowac z dat publikowanych zdjec, moje ostatnie postepy sa nader mizerne. co prawda mam juz druga planke denna (nie wiem jak to po polsku nazwac)

, ale od dwoch tygodni nie daje sobie rady ze "zdjeciem ksztaltu" tej powyzej. Co ciekawe wszedzie pisza ze to te planki denne sa najtrudniejsze, a potem to juz idzie. Akurat! Probowalem juz kilku metod, przeczytalem wszystkie mozliwe kawalki z ksiazek ktore mam na ten temat, przeszukalem nawet woodenboat forum, i nic. Wciaz i wciaz konce (znow nie wem jak to nazwac) zawijaja mi sie do dołu. w sposob systematyczny i nostalgiczny. Zmarnowalem juz dwie piekne deski na nieudane proby, czas oczywiscie i sto nerwow. Cholera, czemu zabralem sie za ta akurat lodke? Przeciez wiedzialem ze ona jest znacznie trudniejsza niz wiekszosc. Glupi ja. No nic, jutro sprobuje znowu, choc rece mi juz opadaja. A, i para zdjec z porazkowego dopasowania.